DUCHOWOŚĆ OJCA PIO…

25 września 2016 r.
Święty Ojcze Pio, mistycznie przeżywający mękę Chrystusa w czasie sprawowania  Najświętszej Eucharystii,   módl się za nami!
Tytułowe modlitewne zawołanie kierowane do naszego Patrona, będące częścią Litanii do św. Ojca Pio, dobrze odzwierciedla główną cechę jego duchowości. Warto tegoroczny odpust parafialny związać z tą refleksją dla umocnienia i owocniejszego uczestnictwa we Mszach św.  Zachętą może być doświadczenie jednego z kapłanów, który osobiście spotkał Ojca Pio i tak je opisał:   „Wiele lat temu byłem u Ojca Pio razem z chorym, który prosił o uzdrowienie. Byłem szczęśliwy z dobrej okazji, która mi się nadarzyła– mogłem bowiem poznać w końcu «tajemnicę» tego brata…   Od razu powiem, że nic nie mogłem stwierdzić. Chory, którego przyprowadziłem, nie został uzdrowiony, nie czułem żadnego zapachu ani nie widziałem nadzwyczajnych zjawisk.  Co więcej, kiedy się spowiadałem, Ojciec Pio nie objawił mi żadnej tajemnicy mojej duszy. Dla mnie był dobrym spowiednikiem, powiedziałbym – jak wielu innych.  I pozostałem z moimi wątpliwościami i codziennymi problemami. Mogłem tylko być świadkiem jednej rzeczy.   Otóż przez wiele dni uczestniczyłem we Mszy sprawowanej przez Ojca Pio i to było dla mnie wszystkim. Stałem zawsze blisko ołtarza, śledząc każdy jego gest. Odprawiałem już tysiące Mszy, jednak w tych chwilach czułem się biednym księdzem – jak podczas spowiedzi, ponieważ Ojciec Pio naprawdę rozmawiał z Bogiem w każdym momencie Eucharystii. Pan był obecny w jego Mszy, jednak nie tylko eucharystycznie, tak jak podczas mojej. W ten sposób w San Giovanni Rotondo spotkałem kapłana, który kochał Boga w cierpieniu i modlitwie aż do końca:  prawdziwy święty.   Nie wiem, czy Ojciec Pio czynił cuda, ale wiem, że taki człowiek mógłby zrobić ich setki. Dzięki temu wydaje mi się łatwe rozwiązanie «tajemnicy» tego brata:   chrześcijanin nie powinien szukać cudów, aby wierzyć, ale wiary, bo wtedy całe życie stanie się cudem – tak czynił Ojciec Pio.  [tekst z gazetki parafialnej].Znalezione obrazy dla zapytania św ojciec pio
Opublikowano refleksje | Skomentuj

Odpustowo-kiermaszowo…

W  niedzielę 25 września  będziemy przeżywać po raz trzeci odpust parafialny, który w naszej parafii zbiega się z rocznicą poświęcenia kościoła (kiermaszem).

Odpust parafialnyw Kościele katolickim, to uroczystość patrona danego kościoła.

Patronem naszego parafialnego kościoła jest św. Ojciec Pio, którego  duża figura dość oryginalnie umieszczona jest przed prezbiterium, w postawie klęczącej, prawą dłonią wskazująca na krzyż Chrystusa wiszący nad Tabernakulum, zaś w lewej ręce trzyma różaniec.                         

slide1 23 września – Święty Pio z Pietrelciny, prezbiter
http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/09-23a.php3

[życiorys św. Ojca Pio pod w/w linkiem]

 

 

tak wygląda  ołtarz w moim kościele;

 

 

 

 

 

Tutaj odpust ma charakter stricte duchowy.  Sumie odpustowej przewodniczył będzie  i kazanie wygłosi ks. dr Arnold Drechsler, dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej. Po Mszy św. będzie  tradycyjna z tej okazji procesja teoforyczna dookoła kościoła. Będą obecni także  duchowni związani z parafią. Jednak największe wrażenie robi  frekwencja wiernych na mszy św. Nie spełniło się czarnowidztwo przeciwników budowy kościoła, którzy  wyrokowali, że obiekt będzie świecił pustkami. Bogu dzięki.  

Ta forma odpustu odbiega od wspominanej  z dzieciństwa uroczystości.  Znalezione obrazy dla zapytania odpust

Wspomnienie odpustu z dzieciństwa przywołują słowa  piosenki Kolorowe jarmarki – wyk. M.Rodowicz;

 

 

 

„Kiedy patrzę hen za siebie
W tamte lata co minęły
Czasem myślę co przegrałam
A co diabli wzięli

Co straciłam z własnej woli
Ile przeciw sobie
Co wyliczę to wyliczę
Ale zawsze wtedy powiem
Że najbardziej mi żal:

Kolorowych jarmarków,
Blaszanych zegarków
Pierzastych kogucików,
Baloników na druciku
Motyli drewnianych,
Koników bujanych
Cukrowej waty
I z piernika chaty …”

Kiermasz i święto patronalne naszego kościoła

Przeżywana dziś podwójna radość z okazji święta patronalnego kościoła i rocznicy jego poświęcenia przywołuje na myśl umieszczane w większości starych kościołów łacińskie napisy Deo Optimo Maximo sub invocatione Beati…, co oznacza, że kościół zbudowany jest na chwałę Bogu Najlepszemu i Najwyższemu, którą w konkretnym budynku sakralnym oddaje się w sposób szczególny za wstawiennictwem określonego świętego. Zwyczaj nadawania kościołom tytułu sięga początków chrześcijaństwa. Pierwotnie kościoły określano mianem: domus Dei, domus dominica albo aula Dei. W starożytnym Rzymie pierwszymi kościołami stawały się domy pobożnych chrześcijan, w których sprawowano Eucharystię i inne sakramenty. Domów takich było dużo, dlatego dla ich odróżnienia, zaczęto je określać imieniem właściciela, np. dom Tytusa, Damazego, Euzebii itp. Właściciele pierwszych kościołów w większości stawali się męczennikami za wiarę, stąd ich domy z czasem zaczęto określać mianem św. Tytusa, św. Damazego, czy też św. Euzebii. W średniowieczu, zwłaszcza w wiekach V–VIII, pamięć o pierwszych właścicielach domów-kościołów była już słaba. Był jednak inny motyw nadawania nowym kościołom tytułów. We wspomnianym okresie wiele osób przechodziło z pogaństwa na chrześcijaństwo. Pośród pogan nawróconych na chrześcijaństwo żywe były jeszcze stare wierzenia, toteż nowym kościołom nadawano tytuł któregoś ze świętych, za którego przyczyną dokonywały się w okolicy cuda. W ten sposób starano się przyciągnąć i utwierdzić w wierze chrześcijańskiej niedawnych pogan. W rezultacie zaczęły powstawać kościoły dedykowane znanym wtedy świętym. Motywy wyboru tytułu kościoła podyktowane były różnymi okolicznościami, np. bliskością miejsca urodzenia świętego, albo jego apostolstwa, męczeństwa, czy też faktem posiadania relikwii. Tytuły kościołów miały też związek z przeżywaną w danym czasie jakąś tajemnicą wiary lub ogłaszanymi świętami (np. Najświętszego Serca Pana Jezusa lub Wniebowzięcia NMP). Aktualnie prawo kościelne stanowi: „Każdy kościół powinien mieć swój tytuł, który nie może być zmieniony po dokonaniu poświęcenia kościoła”. I dalej: „Tytułem kościoła może być: Przenajświętsza Trójca lub każda z Osób Bożych, czyli Bóg Ojciec, Jezus Chrystus pod wezwaniem tajemnicy Jego Życia lub pod imieniem już wprowadzonym do liturgii, Duch Święty, a także Matka Boża pod wezwaniem już przyjętym w liturgii, święci aniołowie, święty wpisany do Martyrologium Rzymskiego lub bezsprzecznie kanonizowany”. Należy podsumować, że tytuł kościoła pełni nie tylko funkcję praktyczną, ale ma znaczenie teologiczne.

Opublikowano refleksje | 12 komentarzy

KOMU W DROGĘ TEMU…

Znalezione obrazy dla zapytania KOMU W DROGĘ TEMU CZAS KOMU W DROGĘ, TEMU AVIOMARIN. To dotyczy mnie. Jeszcze tylko łyk kawy,  wygodne buty na spacery z wnukami i… już mnie nie ma w domu.                        Sama radość!  Mam tylko obawy-czy wytrzymam kondycyjnie?  Co na to mój kręgosłup powie?

Jeszcze tylko WAS pozdrowię i…  spadam. Znalezione obrazy dla zapytania pozdrawiam cieplutko

To była zmyła – już WRÓCIŁAM !  Akcja odwołana. Człowiek tylko planuje a los decyduje. Pogrzeb w rodzinie.

Opublikowano refleksje | 10 komentarzy

MODLITWA O POKÓJ….

Dziś  Światowy Dzień  Modlitwy o Pokój w Asyżu.  Papież Franciszek będzie modlił się o pokój wraz z braćmi prawosławnymi, anglikanami, muzułmanami, żydami i buddystami. Trzydzieści lat temu (27 października 1986 r.) pierwsze takie międzyreligijne spotkanie zwołał w Asyżu Jan Paweł II.

Znalezione obrazy dla zapytania Asyż modlitwa o pokój

Jan Paweł II nie relatywizował religii;

http://www.fronda.pl/a/jan-pawel-ii-nie-relatywizowal-religii,36845.html

Opublikowano refleksje | 6 komentarzy

Moja wina….

Znalezione obrazy dla zapytania Maryja matką KościołaDobra matka. Jeśli czegoś zakazuje, to nie dlatego, że nie kocha swojego dziecka, a przeciwnie: „nie wsadzaj palców do kontaktu, bo prąd jest dobry, ale działa w inny sposób”.

 

 

                                                   Sprawa Komunii Świętej dla rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych stała się znów głośna, gdy przytoczono słowa listu będącego odpowiedzią papieża Franciszka, skierowaną do biskupów argentyńskich. Ojciec Święty przyznał, że dopuszczanie, w wyjątkowych przypadkach, do Komunii Świętej osób w sytuacjach nieuregulowanych, to jedyna możliwa interpretacja ósmego rozdziału posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris Laetitia”.

Wielu konserwatywnych katolików, także publicystów czy biskupów, pisze wyraźnie, że wręcz przeraża ich zmienianie nauczania Kościoła i wprowadzanie jakby tylną furtką tych rozwiązań, które nie zostały zaakceptowane oficjalnie. WIĘCEJ pod linkiem;


http://www.fronda.pl/a/ks-dr-hab-robert-skrzypczak-dla-frondapl-interpretacja-biskupow-zmienia-nauczanie-kosciola,78644.html

Kiedy wcześniej zamieściłam tu na blogu notkę zawierającą także moje wątpliwości w tej dziedzinie wskazując, że za dużo jest tu dowolności, zgiełku i dyskusji.  A w taką dowolność zawsze może wmieszać się Diabeł i przestawiać akcenty,   co w ostateczności –MOŻE  doprowadzić do rozproszenia owiec.  Ubrałam to w nieco inne słowa, że Kościół może chylić się ku przepaści, ale…czy to nie na jedno wychodzi? Rozproszenie owiec, to nic innego, jak dalsze podziały i manipulacja tymi, którzy i tak już mają mętlik w głowie.  Przecież w  braku jasności oraz przejrzystości, zasad nauczania w KK, [dowolna interpretacja także przez biskupów], gubią się nawet sami duchowni,  a co dopiero takie szaraczki, jak ja ???

 Przykład tego zagubienia; niedawno zetknęłam się z osobą, którą mąż opuścił odchodząc do innej i żaliła mi się, że jest podwójnie skrzywdzoną; raz -bo ukochana osoba zostawiła rodzinę i wymieniła ją na nowszy model; a dwa, że przez to została odcięta od sakramentu komunii św. Nie wiedziała, że  póki nie zwiąże się z innym partnerem, to nie ma przeszkód do przyjmowania Jezusa do swego serca. NIE WIEDZIAŁA.  

Przykład drugi; oboje już w podeszłym wieku. Ona wdowa, a on rozwiedziony. Zamieszkali razem. Ślubu kościelnego on nie mógł otrzymać, bo jego sakramentalna żona jeszcze żyła. W tym wieku [ok.80-tki], to już raczej żyli jak brat ze siostrą, a mimo to okazało się, że byli przez proboszcza [ich, nie mojego] i niektórych wiernych ze wspólnoty postrzegani jako „jawnogrzesznicy”. 

Czy to mój problem? Czy ja jestem odpowiedzialną za ten  brak jasności i przejrzystości, oraz jednomyślności  zasad obowiązujących wszystkich wiernych we wspólnocie? Co mnie do tego, przecież mnie to nie dotyczy?  Mam się narażać na epitety od niektórych, rzekomo „odpowiedzialnych” , bo ich zdaniem; „  Najgorsze, że takie bezmyślne rozpowszechnianie i powielanie podobnych opinii, zwłaszcza przez katolików (sic!) może rzeczywiście przynieść szkodę Kościołowi i Papieżowi.”                                                              Taaak> ja mogę przynieść szkodę Kościołowi, bo jestem ważną osobistością mającą wpływ na nauczanie, zamieszanie i ten mętlik   :evil:    

Moja  to wina! To we mnie tkwi przyczyna [tak myślą niektórzy], że diabeł  lubi tkwić w szczegółach i może namieszać wśród wiernych Kościoła Katolickiego!

Znalezione obrazy dla zapytania lenistwo jest furtką do innych grzechówZnalezione obrazy dla zapytania lenistwo jest furtką do innych grzechów

Opublikowano refleksje | 20 komentarzy

weekendowo…

Znalezione obrazy dla zapytania pozdrawiam weekendowo

Pochmurno i brzydko. A u nas dziś na osiedlu piknik rodzinny. Chyba nie uda się impreza. Szkoda, bo tak mało okazji do integracji  mieszkańców.

Parafialna Rada Duszpasterska, Samorząd Mieszkańców „Stare Osiedle” oraz Stowarzyszenie „Osiedlok” zapraszają w sobotę 17 września od godz. 16.00 na odpustowo-osiedlowy piknik rodzinny na placu biesiadnym „Gołębnik”. W programie m.in.: występ mażoretek, gry i zabawy dla dzieci oraz konkurs z nagrodami „Mom talent” [to nie błąd literowy lecz gwara- "mom"]  (godz. 16.00–19.00), koncert zespołu „Kontrasty”            (godz. 19.00–20.00), a także biesiada osiedlowa.

Znalezione obrazy dla zapytania pochmurny weekend

 

 

Opublikowano refleksje | 14 komentarzy

No i masz babo placek…

Masz babo placek czyli masz ci los. Zachciało mi się remontu w domu. Myślałam jedynie o niewielkim „makijażu” ścian, przemeblowaniu i chwilowym zajęciu. A tu mamy [mąż ma]  w domu ciągły rozgardiasz. Ruszysz jedno, sypie się drugie. Odnowisz jedno, drugie upomina się o lifting. Zaczęło się od pokoiku, gdzie zrobił się magazyn, a ja miałam koncepcję na pokój dla męża. Pokoik był cały w boazerii; ściany, sufit i podłoga [z parkietu]. Trzeba było najpierw zlikwidować boazerię [staromodną i nie najlepszego gatunku]. Wymagało to dużo pracy [męża], ale wyszło elegancko. Tylko parkiet na podłodze, nie przewidziany do wymiany, szpecił. Przykryliśmy [mąż położył] go więc modnymi teraz panelami podłogowymi. Odpowiednio umeblowałam i ozdobiłam elegancką lampą; do tego nowy, niewielki chodnik dla zabezpieczenia podłogi na ciągu komunikacyjnym. Wyszło super i…nagle okazało się, że korytarz prowadzący do tego pokoiku, łącznie ze schodami-  szpeci. Psuje cały efekt. Nowe zadanie; usuwanie boazerii z korytarza i klatki schodowej, wymiana stopni [teraz nowe, śliczne] i malowanie ścian oraz montaż nowych poręczy. Cudo. Tylko,  czy korytarz do salonu ma być gorszy od tego do sutereny?  NIE ! Trzeba więc znowu zrywać boazerię, łatać [szpachlować] i zacierać dziury po listwach podtrzymujących boazerię.  Znowu malowanie ścian i dekoracja wnętrza-lustrami i obrazami. Wyszło szpetnie, nie dekoracja a tynk po tych listwach podtrzymujących boazerię, bardzo różni się od całości. Jest chropowaty. Czy może źle zatarty? Szczerze. Ja bym sobie dała z tym spokój, ale małżonek kombinuje jak to ukryć. Wymyślił tapetę na tej wysokości co była boazeria.  A mnie się to nie podoba. Na dodatek parkiet na podeście na półpiętrze zmienił się po szlifowaniu w miejscach przylegających do boazerii. Wygląda jakby mu skóra schodziła po spieczeniu raka.  Znowu mąż kombinuje, aby zerwać parkiet i położyć  panele, ale…ja mam już serdecznie dość remontów. Najchętniej przykryłabym dywanem [zamiotła pod dywan] podest byle już nie remontować. Wszak to nie koniec. Jak się uporamy z tymi niedoróbkami, to od dawna ganek wrzeszczy, że nie jest gorszy i też oczekuje remontu. Przecież ganek najważniejszy, gdyż jako pierwszy wita gości. W tym roku jest wysyp grzybów i niektóre gatunki obrały sobie miejsce na panelach  ściennych naszego ganku [tylko na dole,  przy oknie i drzwiach, różnica temperatur zimą] i trzeba koniecznie pomyśleć nad zmianą wystroju ścian.  Panele ścienne w tym miejscu to był poroniony pomysł [mój].                                                             Ooo! mama mija- i po co mi to było? zachciało mi się remontu, to teraz mam – ciągłe kucie, wiercenie, szlifowanie,  malowanie i …dłubanie. Niby jak się powie „A” to trzeba też powiedzieć „Beee”, ale… przecież potem znowu wołać będą o wystrój  pokoje. I tak w koło Macieja, a mnie się już remontów odechciewa. No i masz babo placek! Kiedy tak sobie westchnęłam – „no i masz babo placek”, nasz wnuczuś pomyślał chwile, powtarzając po mnie, wręczył mi  kawałek placka.

Znalezione obrazy dla zapytania no i masz babo placek

Jutro znowu do „baby” przyjeżdża-wnuczek. Na ten czas przerwa w remoncie. Sama radość. Oczywiście radość z wnuczka, a nie z przerwy w remoncie. Kochany wnuczek. Baba wszystko rzuci, zapomni o wszelkich obowiązkach i troskach, aby być dyspozycyjną dla wnuczka. Babcia i Dziadek ledwie nadąża za wnuczkiem i kondycyjnie mu nie dorównuje, ale… i tak wielka radość w domu.

Opublikowano refleksje | 12 komentarzy

Malkontenctwo…

Człowieka wiecznie niezadowolonego ze wszystkiego, czerpiącego złą satysfakcję ze wszystkiego, co się niefortunnie wydarza, co nie jest takie, jakie być powinno – nazywa się malkontentem.      

Znalezione obrazy dla zapytania wiecznie niezadowoleniMój małżonek przy każdej sprzeczce stawiał mi ten zarzut; – ty jesteś ciągle niezadowolona. Początkowo to nawet bolało, gdyż wymuszało na mnie cieszenie się ze wszystkiego wbrew swemu odczuciu. Kiedy usłyszy się kilka razy taką reprymendę, to człowiek zaczyna się zastanawiać. Może ma rację? może powinnam zmienić podejście do życia? Analizując swe zachowania stwierdziłam, że to fakt – nie potrafię się cieszyć byle czym. Mam większe wymagania, ale też nie mogę chwalić czegoś, co mi się nie podoba.  Mam przecież prawo do swego zdania, gustu, oceny oraz zachowania. Nie jestem małpą, abym kogoś naśladowała. W przeciwnym razie będę się czuć zniewoloną. Z natury jestem osobą upartą, jak większość Koziorożców, więc jak sobie coś ubzdurałam, to do tego dążyłam; dla przykładu; mąż nie cierpi przemeblowania, to sama, pod jego nieobecność meble przesuwałam. Stąd ta kontuzja kręgosłupa, a teraz częste jej nawroty. Jednak zawsze starałam się nie szukać dziury w całym. Ot, nie podobało się, to po swojemu sprawę załatwiałam, albo…pisałam instrukcję, jak chcę mieć  zrobione. Gdy zbyt często dochodziło do nieporozumień między nami, małżonkami, wówczas rozważałam – czy ja naprawdę jestem taka zołza?  Tak było, dopóki mąż nie zetknął się z osobami naprawdę niezadowolonymi ze wszystkiego. Nagle okazało się, że nie jestem jedyną kobietą, która lubi zmiany w dekoracji i aranżacji wnętrz. Niejedyną, która ma marzenia. Niejedyną, która dąży do tego, aby coś mieć [dorobić się]. Wszak to może mieć pozytywne strony; np. można przy tym spełnić też swoje marzenia [zmiany samochodów]. Jednak ostatnio mamy sposobność spotykać kobiety, które czepiają się wszystkiego. Totalne niezadowolenie, a do tego jeszcze musi być winny. Teraz już nie jestem owym złem, które musiało akurat przytrafić się jemu. Moje zachowanie i działania na tle tych osób wyglądają imponująco. To dopiero satysfakcja, że zostało się docenionym :lol: i to przez własnego męża.  8-O

Do napisania tej notki skłoniło mnie nie tyle malkontenctwo, co NIEWDZIĘCZNOŚĆ LUDZKA.  Za wszelką cenę stara się człek dogodzić bliźniemu, obchodzi się z nim jak z jajkiem, dwoi się i troi, aby sprawić radość, a tu dostaje niczym obuchem w łeb – niezadowolenie. To naprawdę odbiera chęć do czynienia dobrych uczynków. Bo w imię czego wysłuchiwać, że nie spełniło się czyichś oczekiwań?  że niby mogło być lepiej, kiedy nie mogło ? starałam się, jak mogłam. Cudotwórca nie jestem. Wszystko przez to, że w Łebie dziewczyny nie potrafiły się dogadać w kwestii wspólnego pomieszkiwania w pokoju przez tydzień. Doprawdy ręce opadają. Dwie osoby, a problemów jakby miało się do czynienia z armią. Pozwoliłam im wybrać sobie pokój, aby nie miały pretensji. Wybrały lepszy; ok! Nam wsio ryba. Tydzień to nie mogiła. Znowu problem, bo jedna łazienka na dwie osoby. Zaczęły sobie liczyć czas, która dłużej się kąpie. Potem jeden leżak i jeden koc na plażę na pokój, a nie na osobę i już pretekst do scysji. Załatwiłam więc w recepcji specjalnie dla nich drugi leżak, lecz jakościowo był nieco gorszy od pierwszego, więc znowu problem. Mąż doradził aby dokonywały zamiany; jeden dzień- jedna i zmiana;  drugi dzień druga.  Nagle okazało się, że potrzebna lodówka na przechowywanie  lekarstwa, a to dodatkowa opłata, co nie wchodziło w rachubę. Załatwiłam, że skorzystano z lodówki w recepcji. Największy problem stanowiło usytuowanie łóżek. Nie potrafiły się dogadać. W zasadzie to największy powód do narzekań mógłby mieć małżonek, gdyż to w naszym pokoju jego łóżku stało na tzw. przeciągu. Zaś u nich było to lepiej rozwiązane; jedno łóżko  vis-à-vis  drzwi wejściowych,otwieranych bezpośrednio na dwór, a drugie schowane za wnękę łazienkową, ale pod uchylnym oknem [oba łóżka były pod oknem, ale tylko jedno okno było uchylne], zaś balkon na środku pomiędzy łóżkami. Żadna nie chciała spać pod uchylnym oknem. To stało się powodem do kłótni i… totalnego niezadowolenia  z wczasów. Tak to jest, gdy „z igły robi się widły”. Mnie to po prostu dołuje i zniechęca do działania.

  Znalezione obrazy dla zapytania niewdzięczność

Małżonek dał mi prikaz – „żeby mi to było ostatni raz…” . Jak tu nie przyznać mu racji?  Nasunęło mi się takie skojarzenie, z góry przepraszam za wyrażenie, lecz zacytuję dosłownie; „jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę [psychikę]„.

 

Opublikowano refleksje | 53 komentarzy

Co/kto dzieli Polaków???

Słyszy się tu i ówdzie, że -  to kler dzieli Polaków. To znów, że to politycy, głównie partii; PiS; PO, Nowoczesnej, czy rzekomo obywatelskiego ruchu -KOD-u dzielą Polaków. Jakby tego było mało,  wiele innych powodów do  podziałów powstało. Ostatnio np.

Zakaz handlu w niedziele dzieli Polaków

Plan wprowadzenia zakazu, a właściwie znacznych ograniczeń w handlu w niedziele mocno dzieli Polaków. Przeciwników pomysłu jest niewiele więcej niż zwolenników – informuje „Rzeczpospolita”.

Znalezione obrazy dla zapytania zakaz handlu w niedzielę

85 proc. Polaków przyznaje, że zdarza im się robić zakupy w niedzielę i święta, z czego 21 proc. robi to często; zarazem 46 proc. Polaków opowiada się za wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę i dni świąteczne – wynika z najnowszego raportu TNS Polska.

Tak się zastanawiam – co to dla mnie oznacza?  Rzadko, bardzo rzadko zachodzę do sklepu w niedziele. Nie mam takiej potrzeby. Dwa razy w tygodniu jadę na większe zakupy, zaś w soboty jedynie po chleb lub świeże ciasto, gdy zapowiadają się goście. Jednak ostatnio po powrocie z wczasów, gdy z powodu objazdów [remontów dróg] dotarliśmy późną, sobotnią nocą do domu, to w niedzielę z samego rana byłam zmuszona odwiedzić kilka marketów. Nie byłam zorientowana w godzinach otwarcia, dlatego wędrowałam od jednego do drugiego, aby nabyć towar dla zapowiedzianych w ostatniej chwili gości.  Dla nas jakieś tam zapasy zawsze w lodówce by się znalazły, lecz gości nie wypada zbyć byle czym.  W sklepie zagadnął mnie ochroniarz – a widzi pani, niektórzy chcą zamykać sklepy w niedziele i gdzie by pani zrobiła zakupy?                                                                                                                Myślę, że człowiek w każdej sytuacji musi sobie radzić, więc zapewne i tym razem znalazłoby się jakieś wyjście. Albo bym nie wyraziła zgody na wizytę gości, wyjaśniając powód, albo bym ich ugościła „czym chata bogata…”. Mnie ten zakaz z nikim nie podzieli, bo też bezpośrednio mnie nie dotyka.

A co Wy o tym myślicie? czy Wam to utrudni życie? Czy jest to wystarczający powód, aby zaraz dzielić Polaków?

P.S.    KEP: Polacy winni mieć prawo do wolnej niedzieli

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/handel/kep-polacy-winni-miec-prawo-do-wolnej-niedzieli/0r9ppf

 

„Wolna niedziela jest marzeniem wielu Polaków” – podkreśla prezydium Konferencji Episkopatu Polski. „Podobnie jak obywatele innych krajów europejskich, także Polacy – bez względu na religię czy światopogląd – winni mieć prawo do wolnej niedzieli” – głosi komunikat.

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej, w skład którego wchodzi Solidarność oraz inne organizacje społeczne, katolickie, pracownicze i pracodawców, złożył 2 września obywatelski projekt ustawy ograniczającej handel w niedziele. Pod projektem zebrano ponad pół miliona podpisów.  Aby obywatelski projekt mógł trafić do Sejmu, potrzebne było poparcie co najmniej 100 tys. osób. „Udało nam się zebrać pod ustawą 518 tys. 220 podpisów” – powiedział pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Alfred Bujara.

Mój dopisek; przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę czyli tego projektu, znowu obarczą winą rząd i PiS , kiedy Sejm przyjmie ustawę. Zatem należy się spodziewać zaognienia konfliktu. Byle pretekst, byle inicjatywa, a już się „niezgoda” odzywa.

Opublikowano refleksje | 29 komentarzy

333 rocznica zwycięstwa pod Wiedniem

333   rocznica słynnej bitwy pod Wiedniem! 

Bitwa pod Wiedniem – inaczej nazywana Odsieczą Wiedeńską.   Bitwa stoczona 12 września 1683 pod Wiedniem między wojskami polsko-austriacko-niemieckimi pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego a armią Imperium Osmańskiego pod wodzą wezyra Kara Mustafy. Zakończyła się klęską Osmanów, którzy od tej pory przeszli do defensywy i przestali stanowić zagrożenie dla chrześcijańskiej części Europy. [więcej na temat bitwy w Wikipedii].

Turcy po zdobyciu Bizancjum opanowali całą Grecję i Bałkany, Europę Południowo-Wschodnią, połowę Morza Śródziemnego, całą Afrykę Północną, Ziemię Świętą, Bliski i Środkowy Wschód. Oficjalnie władcą tego państwa był sułtan Mehmed IV, ale faktyczną władzę sprawował jego zięć Kara Mustafa – wybitny polityk, znakomity wódz i jeszcze większy fanatyk islamski, człowiek okrutny i zaślepiony. To właśnie on zaplanował, a następnie ogłosił „dżihad”, czyli świętą wojnę przeciwko chrześcijańskiej Europie.      Celem „dżihadu” było zdobycie Rzymu! Kara Mustafa zapowiedział, że zrzuci krzyże z Bazyliki św. Piotra i zrobi z niej stajnie dla koni sułtana. Ojciec Święty Innocenty XI miał zostać zamordowany przez rytualne obcięcie mu prawej dłoni i poderżnięcie gardła. Cały kontynent jako Kalifat Europa miał dostać się pod panowanie wyznawców Allaha.

Przeszkodą do realizacji tego celu był Wiedeń. Dlatego pod koniec czerwca 1683 roku potężna armia Imperium Osmańskiego licząca blisko 300 tys. pod dowództwem wielkiego wezyra Kara Mustafy ruszyła na „Złote jabłko” – Wiedeń, stolicę Cesarstwa.

Kiedy islamska nawała zaczęła zagrażać chrześcijańskiej Europie zbliżając się do jej wrót, którymi była Austria, papież Innocenty XI zwrócił się o pomoc zbrojną do polskiego króla Jana III Sobieskiego, by ratował chrześcijaństwo…..Jednak polski sejm, jak to bywało w historii, był skłócony. Skarbiec państwa pusty, a kraj wyczerpany wojnami. Posłowie i senatorowi wahali się. Wtedy to, dziś już błogosławiony, o. Stanisław Papczyński, spowiednik króla Jana III i  założyciel Ojców Marianów, którego hasło życia brzmiało Immaculata Virginis Conceptio sit nobis salus et protectio  (Niepokalane Poczęcie Maryi niech będzie nam zbawieniem i obroną) widząc ogrom zagrożenia dla całego chrześcijańskiego świata, modlił się i błagał Maryję o radę. Matka Najświętsza odpowiedziała na pokorne modlitwy swego sługi,  ukazała się bł. o. Stanisławowi  i zapewniła o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć.

Ojciec Papczyński wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego z przemówieniem, w którym powiedział: Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą. Król nie dał się długo przekonywać i odpowiedział na apel Papieża.

W drodze pod Wiedeń zatrzymał się na modlitwę w sanktuarium Maryjnym na Jasnej Górze (gdzie oo. Paulini ofiarowali mu szablę, złożoną niegdyś jako wotum przez pradziadka króla – hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Król przyjął tylko głownię, pozostawiając w sanktuarium ozdobną rękojeść i pochwę, które do dziś można podziwiać na Jasnej Górze, wraz z ofiarowanymi przez Jana III po zwycięstwie trofeami wojennymi), w Krakowie i Piekarach Śląskich, wszędzie prosząc Matkę Bożą o pomoc.

W dniu Narodzenia Maryi, 8 września, wojska polskie przybyły pod Wiedeń. 12 września, w dniu bitwy, król wraz z wojskiem polskim wziął udział we Mszy św. sprawowanej przez bł. o. Marco d’Aviano na Kahlenbergu. Ci, którzy wzięli w niej udział wysłuchali płomiennego kazania. Zakonnik Mszę św. zakończył inaczej niż powinien. Zamiast zwyczajowych słów: „Ite, missa est” – „Idźcie, msza skończona”, mówi: „Vinces Joannes” – zwyciężysz Janie.  Do Mszy św. służył osobiście król, przyjął Komunię świętą, a na chorągwiach rycerskich polecił wypisać Imię Maryi.

Z Imieniem Maryi na ustach i śpiewając, jak pod Grunwaldem, prastarą Bogurodzicę polskie wojska ruszyły do bitwy z Turkami. Sobieski stał na wzgórzu, błogosławił walczących drzewem Krzyża świętego i relikwiami świętych, a w najważniejszym momencie bitwy sam, choć nie był już młody, dowodził husarią.

Potężna armia turecka została starta w proch. Kara Mustafa ze strachu uciekł. A pokorny król Jan III Sobieski nie przypisał tego zwycięstwa sobie, lecz Bogu i Jego Matce. Po bitwie wysłał do papieża Innocentego XI zdobyczny zielony sztandar „proroka” Mahometa, wraz z krótkim listem, w którym napisał: Venimus, vidimus, Deus vicit! - Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!.

Papież Innocenty XI, wdzięczny Bogu za zwycięstwo przez przyczynę Matki Bożej, w wiedeńskiej bitwie chrześcijan nad wyznawcami islamu, ogłosił święto Najświętszego Imienia Maryi i rozszerzył ten obchód na cały Kościół wyznaczając go na niedzielę po święcie Narodzenia Maryi. Późniejsze reformy kalendarza i przepisów liturgicznych przeniosły go na dzień 12 września, kiedy to Martyrologium Rzymskie wspomina właśnie Victorię Wiedeńską.

Do niedawna wydawało się, że żyjemy w stabilnym świecie, którego najbliższą przyszłość stosunkowo łatwo można było przewidzieć. Jednak historia się powtarza. Dziś też zagraża światu islamska nawała. Do jawnych prześladowań chrześcijan dochodzi już nie tylko w Iraku, Nigerii i innych krajach, gdzie muzułmanie stanowią większość, ale nawet w Europie. Muzułmanie chcą wznieść zdeptany sztandar „proroka” i narzucić innym swoją „religię”. Europa przetrwała kolejne trzy wieki dzięki odwadze Sobieskiego i jego sojuszników. Nie jest zbiegiem okoliczności, że atak na Nowy Jork i Waszyngton nastąpił właśnie 11 września (2001), czyli w przededniu rocznicy zwycięstwa Sobieskiego. Niektórzy islamscy ekstremiści mają dobrą pamięć i potraktowali to jako zemstę za klęskę islamu w bitwie pod Wiedniem w 1683 r.

http://www.fronda.pl/blogi/poznacie-prawde-a-prawda-was-wyzwoli-j-832/w-imie-maryi-26mx9l8q,40481.html

Czyżby historia zatoczyła koło? Mnie zaś nasuwa się pytanie -  co na to obecny Papież Franciszek??? Czy dziś chrześcijaństwo nie jest zagrożone? czy islamscy  uchodźcy to nie jest KOŃ TROJAŃSKI? czy Bóg znajdzie drugiego takiego Sobieskiego dla ratowania wyznawców Chrystusa przed nawałnicą islamu? Pytań wiele, chyba je zostawię jutro na mszy św. w kościele. Może jakoś tam zaczłapię mimo bólu kręgosłupa. Uważam, że jak nigdy dotąd, właśnie teraz  potrzebna chrześcijaństwu gorliwa modlitwa.

Kalifat na gruzach Europy

Według francuskiego eksperta ds. islamu, terroryści muzułmańscy chcą rozpętać wojny domowe na terenie Europy i utworzyć kalifat „na ruinach starego kontynentu”
http://www.fronda.pl/a/terrorysci-chca-rozpetac-wojny-domowe-w-europie,78201.html
Opublikowano refleksje | 48 komentarzy